Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy-czy warto czytać?

Paweł Reszka Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy

Udostępnij artykuł, dzięki temu przeczyta go więcej osób.

Paweł Reszka, Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy.
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Data wydania: 11 kwietnia 2017
ISBN: 9788377002827
Liczba stron: 294

Dowiedz się więcej

Jaka jest polska służba zdrowia każdy widzi. Czy zatem warto jeszcze o niej pisać i czytać? Paweł Reszka pisząc książkę „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy” nie miał na pewno takich wątpliwości.
Autor wcześniej zmierzył się w książce „Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy” z tematem oszukańczych manipulacji instytucji finansowych i ubezpieczeniowych jakie stosują one wobec klientów. Wspólnym mianownikiem obu książek jest podjęcie tematów, które dotyczą wszystkich nas.
Odpowiadając na postawione wcześniej pytanie, o sens pisania o służbie zdrowia, najlepiej będzie przyjrzeć się głębiej treści książki.

Tytuł: Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy – czy wszystko jasne?

Niewątpliwie czytelnik po spojrzeniu na okładkę wie czego się spodziewać. Tytułowi „Mali bogowie” częstokroć decydujący o życiu i śmierci pacjentów charakteryzują się znieczulicą. Tytuł nie pozostawia wątpliwości, na pewno jest chwytliwie jednoznaczny. Jest to książka o lekarzach, ich mentalności, która jest ukształtowana przez system. Jednocześnie to oni są jego współtwórcami. Działa to w dwie strony.

Diabeł tkwi w szczególe-sięgam głębiej.

W ośmiu rozdziałach autor przedstawia służbę zdrowia z punktu widzenia lekarzy na różnym etapie rozwoju zawodowego od studentów, przez etap stażu, rezydentury po tych z wieloletnim doświadczeniem. Pomysł bardzo sensowny, ponieważ z każdym z tych etapów wiąże się konkretna specyfika. Poza tym ich sposób funkcjonowania jest wynikiem działania systemu na każdym etapie. W pierwszym rozdziale dowiadujemy się jak się pracuje lekarzom z pacjentami.

Zauważyłam, że z czasem pacjent staje się „numerkiem”. Wszedł 15, zaraz wejdzie 16, po nim 17. Ilu tam jeszcze dzisiaj? Powołanie traci się podobno dość szybko. Na studiach mówią nam: „Nie da się zjeść powołania”.

Pytanie Pawła Reszki do studentki medycyny z VI roku: Lekarze są biedni?
Nigdy nie powiem, że zarabiają mało. Moi rodzice, większość ludzi, których znam, zarabiają jeszcze mniej. W sumie to wstyd mówić, że lekarze są biedni. Lekarze są częścią społeczeństwa, a społeczeństwo jest biedne. Ale środowisko zgubiła chyba chęć zysku. Skoro system nie płaci, to i tak sobie poradzimy. Będziemy harować, ale będziemy godnie zarabiać. Nie damy się stłamsić. I mamy prosty efekt – lekarze kiedyś stali na piedestale, teraz to rzemiosło. Sposób na zarabianie pieniędzy. Sami się z tego piedestału strąciliśmy, a mamy pretensje, że traktują nas jak rzemieślników.

Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy

W rozdziale „Marzenia” autor przedstawił motywację ludzi wybierających studia medyczne. Czytelnicy dowiadują się jak rozwiewają się tytułowe „marzenia” na studiach i w codziennej pracy. System „ustawia” życie absolwentom studiów, którzy przechodzą etap stażu i rezydentury. Choć nie można powiedzieć, że absolwenci muszą się jemu poddawać. Okazuje się, że w jego ramach można powalczyć o siebie, o swoje ambicje i marzenia. A jak wygląda „codzienność” środowiska medycznego? Możecie przyjrzeć się tutaj pracy nie tylko medyków ale też sanitariuszy. Co ciekawe autor zatrudnił się jako sanitariusz i dzięki temu czytelnicy zyskali opis z tego punktu widzenia. Paweł Reszka rozmawia z lekarzami o pieniądzach, problemach życiowych, relacjach międzyludzkich. Mówią oni otwarcie  o absurdach panujących w szpitalach, feudalnych układach w klinikach, chorych ambicjach, chciwości, frustracji. „Wychodzi” też zła organizacja pracy, fatalny stan wyposażenia.

Kliknij poniżej "Lubię to", dzięki temu będziesz informowany o nowościach na blogu.

Lekarka z Warszawy: Widziałam ten proces dzień po dniu. Jak moje koleżanki i koledzy się zmieniają. Tracą empatię, powoli stają się innymi ludźmi . […] Najpierw mnie to dziwiło. Dlaczego tak szybko stajemy się gburami, burakami. To chyba musi być nasza wina. Ale teraz coraz częściej myślę inaczej. Możesz chcieć, starać się, ale nie zawsze się da. A raczej częściej się nie da niż da. Taki jest świat. 

Lekarz POZ: Powoli przestaje to przypominać medycynę, a zaczyna upodabniać się do fabryki. Pacjent to nie osoba, którą trzeba wyleczyć ale ktoś, kto dostarcza firmie pieniądze. Trzeba przede wszystkim prowadzić księgowość, oszczędzać, zastanawiać się nad tym, które lekarstwo bardziej opłaca się przepisać, inaczej mówiąc: które jest tańsze. Kombinować, czy koniecznie trzeba zlecać jakieś badanie, a może jeszcze poczekać? Jeśli system nagradza takie wątpliwości, to chyba o to chodziło ustawodawcom, którzy to wymyślili.

 

Nie dziwi zatem kolejny rozdział „Frustracja”. Jak dotychczasowe doświadczenia życiowe, braki w wyposażeniu, szukanie oszczędności na personelu, balansowanie na granicy życia i śmierci może odbić się na człowieku, który ma ratować zdrowie i życie? To już nie jest tylko opowieść o słabości służby zdrowia, znieczulicy – to opowieść wręcz kryminalna. Jeśli ktoś myślał, że historia łowców skór z Łodzi była odosobniona, to rozmówcy Pawła Reszki rozwiewają te złudzenia. W dalszej części książki autor rozmawia z lekarzami o błędach medycznych i za tym idącymi pozwami sądowymi. A jak ma radzić sobie na dyżurze lekarz bez doświadczenia? Teoretyczne wymogi spełnione na papierze. Obsada oddziałów niepełna. Teoretycznie lekarze pod telefonami, a jak coś się stanie…? Wydaje się, że słowo „system” to słowo klucz w tej książce, bo wszystko co dotyczy lekarzy, przychodni, szpitali jest jego częścią. Po co zatem jeszcze rozdział o tym tytule? Tu zebrane są też kwestie finansowania z NFZ eksperymentalnych terapii, oszczędności w szpitalach, sponsoringu lekarzy przez firmy farmaceutyczne i medyczne. Zastanawialiście się dlaczego tak trudno się dostać do specjalisty? Dlaczego tak odległe są terminy na zabiegi? W rozmowie z autorem jeden z lekarzy przedstawia brutalną prawdę:

Doświadczony lekarz:
Najpierw ja pana zapytam: Czy słyszał pan o prywatnej klinice pediatrycznej?
Paweł Reszka: Nie bardzo.
Doświadczony lekarz:
Ale słyszał pan o klinikach okulistycznych albo kardiologicznych. Rzecz w tym, że zabiegi pediatryczne wyceniane są nisko, pewnie za nisko. Mówiąc brutalnie, dzieci nie opłaca się leczyć. Natomiast prywatne kliniki kardiologiczne są. Bo tam jest kasa. Bo za te procedury NFZ płaci jak za zboże. Profesorowie robią więc biznes. Tak się dziwnie składa, że najczęściej do tych prywatnych ośrodków trafiają pacjenci, którzy byli wcześniej diagnozowani przez tych lekarzy, którzy tam zarabiają. No bo po co kierować ich do szpitala publicznego, skoro można „do siebie”. I tak płaci NFZ, więc pacjent posłucha lekarza, zrobi, co mu lekarz zasugeruje. I kolejna prawidłowość. Do ośrodków prywatnych trafiają ci, którzy mają chorobę łatwą w leczeniu, generującą niskie koszty. Ci z chorobami skomplikowanymi, z powikłaniami, które wymagają długiej i kosztownej terapii, zawsze trafiają do szpitala publicznego.

I na koniec dowiadujemy się jak wygląda „Boskie życie” wg lekarzy. Jak w tym systemie wygląda życie tytułowych „małych bogów”? Każdy pacjent ma jakieś wyobrażenie o ich życiu. Czy jest ono trafne? Autor oddaje głos lekarzom, którzy je podsumowują.

Czy warto było?

„Mali bogowie” Pawła Reszki to gorzki obraz systemu ochrony zdrowia w Polsce opisany z punktu widzenia jego pracowników. Szkoda, że autor nie przedstawia wersji pacjentów, ale z drugiej strony wszyscy nimi jesteśmy więc nie potrzebujemy za bardzo prezentacji z tej strony barykady. Na pewno książka skłania do refleksji nad stanem tej sfery życia. Można by stwierdzić, że tak naprawdę winny wszelkiemu złu jest system. Jednak nie jest on bezosobowy, ktoś go ukształtował, ktoś go podtrzymuje, ktoś wreszcie czerpie z niego profity. Książka jest gorzka, ale polecam ją ponieważ jest świetnie napisana i po prostu wciąga.

 

 

 

Udostępnij artykuł, dzięki temu przeczyta go więcej osób.

Zobacz także

Wycofane leki – Decyzje GIF w sprawie wadliwych serii

Szału nie ma, ale trzeba żyć na pełnej petardzie i czuć grunt pod nogami.

Co jeść, żeby żyć zdrowo?

Na dobry początek-na zdrowie!!!

Znane, lubiane ale rzadko wykorzystywane… stokrotki

Rzep, do którego warto się przyczepić

Chwast, który leczy i pielęgnuje

Mniszek lekarski lekarstwo, które wszędzie rośnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Czytaj więcej